Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 263 541 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
piątek, 19 grudnia 2014 22:16

Mamy grudzień, kilka dni do świąt... Po raz kolejny pogoda robi psikusa :/ Zamiast śniegu ciągle pada deszcz! :/ I jak tu w takich warunkach za oknem myśleć o świętach ech... No cóż, może zdarzy sie jakiś cud i w Wigilię popruszy z nieba biały puch?? Oby! To nasze pierwsze święta w trójeczkę :) Ach... Sam ten fakt daje mi taką radochę :) Pierwszy raz ubierzemy choinkę razem ;) Dla Wiki będzie to napewno wielkie wow! Tyle kolorowych światełem, bombek błyszczących. Myśle, że będzie zachwycona ;) Pierwszy raz będziemy razem z nią składać sobie życzenia łamiąc się opłatkiem... To będą naprawde wyjątkowe święta :) Już od poniedziałku aż do 7 stycznia mąż będzie z nami w domku! Tak się cieszę... tak bardzo nam potrzeba spędzić więcej czasu razem!! Będziemy się napewno dobrze bawić mimo okropnej pogody za oknem :) Uwielbiam kiedy sie wygłupiamy i śmiejemy wszyscy razem. Od jakiegoś tygodnia nasze słoneczko siedzi samo :D Tak szybko ten czas leci... już pół roczku za nami! Każdego dnia daje nam tyle radości i siły, że dzień nabiera zupełnie innego znaczenia :) Jest bardzo radosnym pogodnym dzieckiem z czego się oboje bardzo cieszymy. Nie ważne jest nic tylko to, że jeteśmy razem i jesteśmy szczęśliwi :) Niech te święta będą magiczne dla każdego :*


oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

niedziela, 19 października 2014 20:36

Ponieważ mam trochę do nadrobienia po takiej nieobecności początki na pewno będą zakręcone o wszystkim po trochu, wracając do tego co było, a o czym zapomniałam Najpierw chciałabym napisać o tym jak wyobrażenia mogą różnić się od rzeczywistości, jak zmienia się pogląd na różne sprawy oraz jak wygląda rola matki.
Zanim zaszłam w ciąże i zanim w ogóle zaczęłam myśleć o dziecku macierzyństwo było dla mnie czymś bardzo odległym, nie widziałam siebie jakoś w tej wyjątkowej roli. Od zawsze bardzo lubiłam dzieci szczególnie takie maluchy. Gdy już pojawiły się rozmowy o dziecku oraz ostateczna decyzja, że chcemy mieć stopniowo zaczęłam się zastanawiać czy aby na pewno damy rade, jak to wszystko się zmieni, jak będzie wyglądało nasze życie w trójkę. Obawiałam się czy z opieką nad dzieckiem nie zostanę sama bo niestety takich przypadków znam kilka. Po urodzeniu okazało się, że wychowanie i opieka nad maluszkiem wcale nie jest taka łatwa i wymaga dużo cierpliwości oraz zmiany trybu życia. Ale radość jaka się pojawia patrząc na takiego szkraba jest nie do opisania. Od samego początku miałam ogromne wsparcie w mężu i na każdym kroku pomoc, a mimo wszystko nie było mi lekko. Nie mogłam się trochę odnaleźć w nowej sytuacji, gdzie nie można już robić co i kiedy się chce, że trzeba liczyć się przede wszystkim z dzieckiem. Mimo, że od pierwszych chwil pokochałam naszą córeczkę to czułam się trochę dziwnie i sama się zastanawiałam czy to w porządku i normalne, że tak mam. Nasze życie wcześniej wyglądało zupełnie inaczej, dlatego tak trudno było mi się pozbierać i dojść do ładu sama ze sobą. Po tych emocjach które przeszłam po części rozumiem jak ciężko jest młodym matkom (17-18 lat) które nie planowały dziecka, są w trakcie najlepszych swoich lat i nagle całe życie się zmienia, wywraca do góry nogami dosłownie….ale nie nazwałabym tego zmarnowaniem życia! Nie popieram i nie widze tutaj usprawiedliwienia dla tych które zabijają swoje dzieci. Fakt- jest bardzo ciężko wychowywać dziecko, odmawiać sobie takich rzeczy które wcześniej były na porządku dziennym, tryb życia jest zupełnie inny bardziej spokojny, ale radość jaką daje dziecko to chyba wszystko wynagradza.
W tym roku z wiadomych względów musieliśmy odpuścić wakacje, bo takiego malucha lepiej nie męczyć podróżami przez kilka godzin, ale za rok napewno sie wybierzemy gdzieś. Bardzo byśmy chcieli nad ukochane morze, ale to jeszcze nie postanowione. Roczne dziecko już inaczej będzie zabrać gdzieś. Będziemy też więcej niż w tym roku podróżować po bliżej położonych miejscach. Lato będzie napewno udane :) Nie zamierzam siedzieć z dzieckiem w domu i ograniczać go tylko do naszej okolicy w której mieszkamy. Raczej nie należymy do tych którzy wolą czas spędzać w domu albo najdalej przed nim ;)
Teraz póki pogoda jak narazie dopisuje staramy się weekendy wykorzystywać na powietrzu. Wczoraj co prawda sie nie udalo bo po pierwsze nie wystarczyło czasu,bo popołudniu mieliśmy odwiedziny znajomych więc trzeba było ogarnąć w domu i zrobić coś do jedzonka, a poza tym pogoda nie była najlepsza. Ale dzisiaj wyszliśmy po 11 z domu skoczyliśmy na szybkie zakupy a potem do parku i wróciliśmy o 16 do domu. Uwielbiam te chwile tylko w trójkę :) Wtedy najlepiej odpoczywam.


oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

wtorek, 30 września 2014 20:02

W końcu mogę napisać, co prawda po takim czasie dopiero się udało bo to już prawie 4 miesiące od najważniejszego dnia w naszym życiu :) Tak,to już tyle czasu minęło od narodzin naszego małego skarba - Wiktorii :) Od tego czasu mój czas wolny jest baaardzo ograniczony do minimum… Ale od początku ;)

Termin wyznaczony miałam na 10 czerwca, ale 7 czerwca się zaczęło :D Dzień wcześniej nic nie wskazywało na to aby coś się miało wydarzyć. O 3 w nocy obudziły mnie delikatne ukucia i zaczęłam się zastanawiać co to może być, czy to już są skurcze. Leżałam i wstawałam co chwile przez godzine licząc czas żeby wiedzieć czy pojawia się to „coś” regularnie. W końcu o 4 obudziłam męża i powiedziałam, że chyba się zaczęło… Oboje ze spokojem podeszliśmy do sytuacji bo wstał i zaczęliśmy się ubierać powoli. Potem poszliśmy jeszcze do kuchni wypił kawe a ja cały czas siedziałam i liczyłam czas. Obudziłam mame i powiedziałam, że jedziemy do szpitala za chwile. Tak więc chwile potem zabraliśmy spakowaną torbę i wyszliśmy. Spokojnie jechaliśmy a potem jeszcze pokręciliśmy się po mieście żeby nie pojechać zbyt wcześnie bo jakiegoś bólu wielkiego nie czułam. Zbliżając się do szpitala było już przed 5 i skurcze trochę się nasiliły pojawiając co 3-4 minuty. Poszliśmy na izbę przyjęć i później położna mnie zabrała ze sobą na oddział położniczy a mężowi kazała poczekać na korytarzu. Potem zrobili mi usg, przebrałam się w cudowną okrojoną koszulkę… i podłączyli pod ktg.
Tam leżałam bardzo długo i jakimś cudem skurcze zmalały na tyle, że ok 10 lekarz stwierdził: „Pani wcale nie wygląda jakby Pani rodziła”. Do porodu jeszcze daleko i wezmą mnie na razie na oddział. Gdy to usłyszałam zaczęłam płakać bo emocje wzięły górę, bardzo chciałam żeby wszystko już się potoczyło i żeby mieć to za sobą. Zbadał mnie więc jeszcze i uznał, że możemy działać… Podali mi kroplówkę na przyspieszenie akcji i ok. godz. 13-tej po tylu godzinach czekania mąż mógł do mnie wejść. Przeszliśmy wtedy na salę porodów rodzinnych i do finału byliśmy razem :) Po podaniu kroplówki wszystko stopniowo zaczęłam odczuwać coraz bardziej i bardziej… Mimo bólu starałam się być dzielna bo chciałam żeby nasza kruszynka była już z nami. Bardzo sie ciesze, że mam dzielnego męża i był ze mną cały czas. Wiktoria przyszła na świat o 18:20, 52cm szczęścia, waga 2900. Gdy położyli ją już przy mnie mąż nie wytrzymał i łzy same płyneły po policzkach. To naprawde wyjątkowa chwila którą będziemy pamiętać zawsze... Sam poród nie wspominam źle, może właśnie dlatego, że miałam męża przy sobie i trafiłam na super położną która pomagała jak tylko mogła. Poźniej byłam bardzo wyczerpana i kilka dni bardzo osłabiona, ale powoli doszłam do siebie. A całkowicie jak już wróciłyśmy do domku :) Nie ma to jak położyć sie w swoim łóżku jednak! Najbardziej ciesze się z tego, że cały czas moge liczyć na męża i to prawda, że facet największy test przechodzi gdy zostaje ojcem. Bardzo dużo mi pomaga, jestem z niego dumna!
Teraz malutka rośnie jak na drożdżach, waży już 5 kg i każdego dnia daje dużo radochy :) W nocy śpi ładnie zazwyczaj, bo ma 2-3 pobudki, ale za to w dzień bardzo mało śpi. No cóż, nie może być zbyt idealnie ;) Do małej wstajemy oboje. Mimo, że mąż o 7 idzie do pracy. Mam ogromne oparcie w nim. Nie wyobrażam sobie inaczej. Teraz też poziwiam te kobiety które muszą sobie radzić same!
Mamy też już za sobą chrzciny, które odbyły się 24 sierpnia. Kolejny ważny dzień za nami :) Wiktoria wyglądała jak mała księżniczka. W kościele przespała pół mszy, a potem było troszke marudzenia ;) Obiad dla najbliższych zorganizowaliśmy w nowym lokalu niedaleko. Wszystko wypadło dobrze. Z pamiątkowych prezentów dostała złoty łańcuszek z serduszkiem od chrzestnej, oraz złotą zwieszkę z literką W od chrzestnego. Dodatkowo duuuużego misia, matę edukacyjną oraz troche ciuszków fajnych. Niestety nie dopisała nam pogoda, bo padał cały dzień deszcz. Ostatnio w ogóle już kiepska pogoda :/

Mimo, że Wiki zmieniła całe nasze życie to staramy się znajdować czas dla siebie zarówno razem jak i osobno. Kilka razy udało mi się wyjść spotkać z koleżankami albo na zakupy. Świętowaliśmy też naszą 2 rocznicę ślubu dzięki mojej mamie która została z dzieckiem na kilka godzin, my w tym czasie zjedliśmy kolacje w jednej knajpce, w drugiej skusiliśmy się na ciacho i czekolade na gorąco, w trzeciej na piwko :) Taki wypady są naprawde bardzo potrzebne gdy na codzien nie ma sie już tyle czasu wolnego.


oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

sobota, 19 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  7 273  

O moim bloogu

W życiu są rzeczy,o które warto walczyć do samego końca...

Taka ja;)

Dziewczyna wrażliwa,swoje w życiu przeszła...mimo,że ma dopiero 23 lata.Gardzi ludźmi fałszywymi.Ceni przyjaznych ludzi których tak niewiele na świecie niestety...Kocha tylko jednego faceta:* Tylko jemu jedynemu ufa i dla niego jest gotowa zrobić wszystko!

10.11.2005r.- poznaliśmy sie
4.08.2007r.- zostajemy parą
1.05.2008r.- skarbek idzie do wojska:(
4.08.2008r.- roczek razem:*
4.08.2009r.- dwa lata razem:*
27.09.2009r.- oświadczył sie:))
24.12.2009r.-26.12.2009r.- wspólne święta(najlepsze jakie miałam):*
4.08.2010r.- trzy lata razem:*
04.05.2011r.- oficjalne zaręczyny,poznanie się rodziców
04.08.2011r.- cztery lata razem:*
04.08.2012r.- pięć lat razem:*
22.09.2012r.- długo wyczekiwany dzień- nasz ślub :)